pATOLOGIA PRAWApostulaty bambuser KONTAKT

 
 Reklama
 
DzielnyTata> Akcja   akcja drastyczny e-mail
 
     
 

Poczytaj jakie maile do nas przychodzą

maile są krótką opowieścią ludzkich dramatów (nie piszą tylko ojcowie!)

najnowsze u góry


Witam.

Nazywam się Wojtek  mieszkam i pracuję w Ciechanowie. Mam gromadkę dzieci. Córkę 20l, syna 16l, syna 14l i córkę 5l. Jestem po rozwodzie, troje dzieci mam z małżeństwa, ostatnia moja córeczka jest z konkubinatu. Po tym jak się rozwiodłem, toczyłem samodzielnie walki o kontakty z dzieciakami. Z byłą żoną sprawy trwały kilka lat. To była trudna i dramatyczna walka kosztująca dużo zdrowia i emocji. Dzieci dorastały, widziały kim jestem, czym się zajmuję, powoli zaczęły same rozumieć, że ich matka jest przepełniona złośliwością. Zacząłem umawiać się później bezpośrednio z dziećmi na spotkania i to było jakieś wyjście. W tym trudnym czasie byłem w związku z nową partnerką. Urodziło nam się dziecko. Gdy dziecko poszło do przedszkola, moja pani doszła do wniosku, że już jej się nie podobam. Okradła mnie i odeszła zabierając ze sobą dziecko. Jest policjantką, a raczej powinienem powiedzieć milicjantką. Dbając o swoje dobre imię i wizerunek, bo byłem jej kolejnym partnerem, zaczęła robić ze mnie przestępcę. Koledzy z pracy jej zaczęli pomagać. Mimo, że nigdy nie było w moim mieszkaniu interwencji założyła mi Niebieską Kartę. Zaczęła mnie wkręcać w tematy, które tylko policjant może wymleć, albo jakiś zagorzały kinoman filmów sensacyjnych. Oczywiście jak to w takich przypadkach bywa okradła mnie na niemałą wartość. Nic jednak nie dotknęło mnie tak mocno jak oderwana od zabawy ze mną córka, która była brutalnie przez matkę wyszarpywana z mieszkania. Na końcu w drzwiach mama rzekła: ,,przyjrzyj się jej dobrze, bo długo jej nie zobaczysz..." i odeszła z płaczącym za tatą dzieckiem. Wiedziałem, że te babsko jest dobrze zorganizowane, a wcześniej pokazałem jej wszystkie swoje słabe strony podczas walki o kontakty z trójką starszych dzieci z pierwszego związku. Dodatkowo policjantka o ambitnej i dużo mówiącej ksywie znanej w mieście ,,suka". Wizja kilkuletniej walki o dziecko, które mnie zajebiście kocha, bo to ja byłem w jej życiu najważniejszym rodzicem, bo mama nie miała czasu nawet wyjść z niż na plac zabaw... to przerosło mnie...

Powiesiłem się....
Można by pewnie rzec: ofiara systemu, dyskryminacji ojców w Polsce, ale nie... Uratowano mnie. Przeżyłem śmierć kliniczną.


Lekarz stwierdzając u mnie obumarcie mózgu nie dawał szans, ale jednak. Znowu żyję. Po pięciu dniach wyrwanych z kalendarza odzyskałem świadomość. Gdy jeszcze leżałem w szpitalnym łóżku moje ex kochanie wysyłało mi listy adresowane na szpital. Były to pozwy sądowe. Po pewnym czasie stanąłem na nogi. Wtedy, gdy ta bestia zobaczyła mój słaby punkt zaczęła mnie osaczać. Przesłuchania w Policji, pomówienia, Sądy, Prokuratury, wymyślane klimaty... Broniłem się, aż zacząłem sam gada atakować. W trakcie przeszedłem wszystkie badania w zakresie psychiatrii, badania psychologiczne. Jestem strażakiem, oficerem. Ta suka pisała do moich przełożonych, że jestem czub, że kupiłem badania... Toczyły się postępowania. Wielogodzinne badania powtarzałem klinikach MSWiA. Za każdym razem opowiadałem specjalistom, jak byłem dojeżdżany przez życie i wredne baby oraz Sądy Rodzinne, które im pomagają. Oczywiście wyszło, że jestem zdrów, bo człowiek może wytrzymać wszystko, ale nawet ciężki stres trzeba jakoś dozować albo robić przerwy... Dostałem niepodważalne kwity i dalej mogę być strażakiem. Tu problemy się nie kończą. I dlatego do Was piszę.

Na podstawie zeznań mojej ex, a zawodowej, wrednej milicjantki w służbie ciechanowskiej komendy policji starano się zrobić ze mnie gangstera. Choć toczyło się wobec mnie wiele postępowań na policji w prokuraturze, to nigdy przeciwko mnie. Ja jedynie występowałem w charakterze świadka. Wziąłem z prokuratury kwit i złożyłem w Sądzie Rodzinnym. Nic to nie dało. Smutna pani sędzina na życzenie matki dała mi kuratora i ograniczyła kontakty z dzieckiem do 4 godzin tygodniowo. Jest tak ponad pół roku. Koszty kuratora ponoszone są przez rodziców. Wczoraj była apelacja. Tłumaczę, że nie byłe karany, nie toczyło się postępowanie przeciwko mnie, a jedynie byłem świadkiem. Przygotowałem kwity na dowód że mamusia, kłamie, a ja mam papiery potwierdzone przez prokuratora. W dupie mieli, oddalili apelację. To jest Polska. Aby spotykać się z własnym dzieckiem to jak przestępca, albo pedofil... Z kuratorem...Bo mama tak sobie życzy. Nie ogarniam tego. Te walki mnie wykańczają. Chłopaki, pomóżcie...

Całe życie zawodowo i prywatnie ja pomagałem ludziom jako strażak i jako społecznik, teraz ja potrzebuje pomocy. Chce tylko tego, co należy się każdemu rodzicowi., chce uczestniczyć w życiu mojej córki. Ona też bardzo tego chce. często mi to powtarza, nie chce wracać do matki.

Swoją historię nakreśliłem w skrócie, jest dużo bogatsza w szczegółach. Choć wiem, że są inne równie bardzo dramatyczne doświadczenia ojców, to myślę, że można to jakoś wykorzystać, aby próbować zmienić ten chory system i wtedy wielu normalnych facetów odzyska normalne życie.

Chce Wam pomóc w tym co robicie. Przez perspektywę moich kilkuletnich zmagań poznałem ten temat.

Wojtek , Ciechanów, tel: 604609231

 


 

Sent: Wednesday, January 18, 2017 12:13 AM
Subject: Czy to ma sens?????
Witam serdecznie. Jestem ciekaw czy czytacie takie długie maile????? Czytałem artykuły i publikacje na Państwa stronie. Widzę, że macie dużo determinacji i zapału do walki. Tylko czy to wystarczy?

Moje zdanie na temat alimentów i ojców jest następujące.

1 Po rozstaniu z byłą żoną lub partnerką to kobieta zabiera dziecko - ojciec nic nie może zrobić w rzeczywistości ponieważ prawo o ustalenie i egzekucje kontaktów jest o kant dupy a samo postępowanie wlecze się miesiącami. W tym czasie dziecko traci więź emocjonalną z ojcem. Jedyne wyjście to zabezpieczenie kontaktów na czas toczącego się postępowania. Chociaż to marna pociecha.
2 Kolejną rzeczą której nikt nie bierze tego pod uwagę to fakt że te ,,kochane mamusie" ustawiają negatywnie dzieci. Dziecko idąc na spotkanie z tatą od samego początku jest negatywnie nastawione. Co ojciec może zrobić??? Nic!!!
3 Sądny najczęściej dają ojcom pare godzin na widzenia natomiast matki ,,piorą głowy" dzieciom 24h na dobę. Nie da się z tym wygrać.

ALIMENTY - Tu też każdy ojciec jest przegrany!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

1 Idziesz do Sądu - Sąd zasądza alimenty z automatu, a więc uznaje powództwo. - jesteś przegrany na starcie.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
2 Mało tego Sąd zasądza alimenty od dnia złożenia pozwu a więc jeśli sprawa wlecze się około roku Pan lub Pani Sędzia robi Ci kumulację i masz do zapłaty najczęściej parę tysięcy zł. alimentów - jesteś przegrany!!!!!!!!!!!!!!!!!!
3 Wyroki Sądowe odnośnie alimentów mają klauzule natychmiastowej wykonalności, jeśli nie wpłacisz zaległych i bieżących alimentów od ręki - jesteś przegrany!!!!!!!!!!!!!
4 Następnie jeśli wejdzie na Ciebie komornik - jesteś przegrany!!!!!
Mało tego jeśli zarabiasz najniższą krajową i pokażesz Sądowi że masz duże wydatki to Sędzia powoła się na możliwości zobowiązanego. Widzę to tak - Wysoki Sądzie mam też penisa to może zostanę prostytutką męską bo mam możliwości!!!!!
5 Komornik przy zajęciu pensji zabierze Ci nawet najniższą krajową żeby zobowiązany ojciec mógł z głodu zdechnąć oczywiście doliczy do tego 8 procent prowizji.
6 Komornik jeśli zajmie nieruchomość i egzekucja jest z nieruchomości lub ruchomości prowizja komornika wynosi 15 procent.
7 Jeśli komornik prowadzi egzekucję z nieruchomości zobowiązanemu nie przysługuje prawo że wpłaci alimenty z góry za 6 m-c do depozytu i uwolni się od postępowania egzekucyjnego.
8 Egzekucją kieruje wierzyciel czyli najczęściej była żona lub konkubina która jest jedyną osobą mająca władze nad zakończeniem postępowania egzekucyjnego.
9 Kolejną rzeczą jest Fundusz Alimentacyjny który zabierze Ci prawo jazdy i przesłucha jak bandytę.
Na koniec jeszcze Urząd Skarbowy dokopie alimenciarzowi doliczając do kwoty alimentów podatek VAT.

REASUMUJĄC PRAWA OJCA

- Dziecka nie zobaczysz przez długi czas bo matka będzie używała go jako karty przetargowej i utrudni kontakt w każdy możliwy sposób.
- alimenty zazwyczaj są większe niż połowa pensji, a więc nie masz szans na spłatę w terminie
- komornik za wszczęcie i prowadzenie postępowania doliczy na początek z 1000zł + koszty stałe czyli pima i odsetki.
- urząd skarbowy dowali Ci podatek od alimentów

Na koniec prokurator zaatakuje z artykułu 209 kk
- Ojcowie często przechodzą do szarej strefy i pracują nielegalnie a za 20 lat styrani i schorowani będą zmuszeni wystąpić o alimenty do swoich dzieci ponieważ ani ZUS ani KRUS nie da im żadnych świadczeń. O to właśnie w taki sposób rodzi się krzywda naszym dzieciom i taki będzie finał tego co często robią bezmyślnie kobiety. Byleby One dostawały alimenty bo taki mają sposób na zarabianie.

Jesteśmy bez dzieci bez pieniędzy i często z wyrokami


MY NIE MAMY PRAW - MAMY TYLKO ALIMENTY DO ZAPŁATY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kamil

kamil28091983@wp.pl


Napisaliśmy artykuły  m. innymi na ten temat
proces to fikcja - przeczytałeś wyżej? - teraz już wiesz   Nasze postulaty - z czegoś wynikają   S - Sąd rodzinny, nie dziękuję
   


 


18-11-2016

Byłem w związku formalnym z matką dziecka. Córka urodziła się już po ustaniu naszego małżeństwa, o jej przyjściu na świat dowiedziałem się od ludzi pod kościołem, o przebiegu ciąży byłem informowany szczątkowo, wszelkie moje oferty pomocy były odrzucane.

W czasie mojej wizyty na sali porodowej uczestniczka postępowania robiła mi wyrzuty, że ją odwiedziłem oraz straszyła wezwaniem policji ponieważ, „nie wyraziła zgody na jakiekolwiek odwiedziny”. O imieniu jakie zostało nadane mojej córce dowiedziałem się po około dwóch tygodniach, do tego czasu słyszałem, że wystarczy, że nosi moje nazwisko. Nadane imię nie było ze mną konsultowane. Kolejne moje wizyty odbywały się w domu matki naszej córki pod jej ścisłą kontrolą.

Jest to moje pierwsze dziecko, jestem z córką bardzo zżyty emocjonalnie. Na co dzień mam do czynienia z dziećmi, ponieważ jestem nauczycielem, pracuję w szkole podstawowej i dwóch przedszkolach, prowadziłem także zajęcia w zerówkach. Zawód ten jest moim powołaniem.
Chciałem się porozumieć z uczestniczką co do kontaktów z naszą córką. Niestety nie udało nam się dojść do porozumienia w kwestii opieki nad małoletnią, co pogłębiło się po sprawie alimentacyjnej. Wobec mnie i córki uczestniczka postępowania stosowała przemoc psychiczną polegającą na ograniczaniu i kontrolowaniu kontaktów z bliskimi oraz izolacji

Łukasz
 


09-10-2016

 Witam,

nazywam się Dawid  (27lat) obecnie jestem na stażu pobierając za to stypendium. Chciałbym dołączyć do społeczności Dzielny Tata. Dowiedziałem się o Was przeglądając serwis YouTube. Poniżej przedstawiam moją historię.



Sprawa dotyczy mojego obecnie 7-cio miesięcznego Synka Wojtka, którego bez mojej wiedzy, woli i zgody zabrała z mieszkania moich rodziców partnerka (Kasia 23l.) gdzie zamieszkiwaliśmy (od urodzenia dziecka) i oświadczyła że mnie już nie kocha i podstępnie uciekła (dnia 14.08.2016) zabierając ze sobą cały dobytek (z pomocą swoich dwóch braci) nie tylko jej ale również rzeczy zakupione do tego mieszkania dla Wnuka przez dziadków – moich rodziców. W momencie zdarzenia nie było mnie i moich rodziców w domu. Obecnie była narzeczona zamieszkuje wraz z dzieckiem w innym mieście w domu swoich rodziców – Nowa Wieś, Mierzęcice.

Byłem w związku z moją partnerką przez ponad 2 lata i zamieszkiwaliśmy w mieszkaniu moich rodziców. Partnerka wraz z dzieckiem zameldowana była u swoich rodziców, lecz pobyt stały jej i dziecka zgłoszony był w moim miejscu zamieszkania Siemianowice Śląskie, i z tego tytułu pobierała świadczenia rodzinne oraz świadczenie rodzina 500+.

Narzeczona była całkowicie utrzymywana przeze mnie poprzez moich rodziców i nie ponosiła żadnych dodatkowych kosztów związanych z pobytem. Nawet część garderoby otrzymywała w prezencie od moich rodziców. W okresie tym oboje z partnerką pracowaliśmy a dochodami z tego tytułu zarządzała moja partnerka.

Nasze wcześniejsze relacje pogorszyły się w momencie gdy partnerka zaciągnęła bez mojej wiedzy i zgody przez Internet kredyt odnawialny na moje nazwisko i moje konto (znała wszystkie moje hasła dostępu do banku i kredytu). Teraz go muszę spłacać sam. Zablokowałem dostęp do swoich kont. Liczne inne, wcześniejsze kredyty były zaciągane również przez moją partnerkę. Sytuacja ta stała się kością niezgody między nami i stało się to kluczowym elementem naszych sporów. Pieniądze z tych kredytów oraz naszych dochodów były wydawane przez partnerkę nierozważnie i nie rozsądnie. Nawet chrzciny po narodzeniu się naszego Synka były sponsorowane przez moich rodziców (którzy nie wiedzieli o zaciąganych kredytach i pożyczkach, partnerka szantażowała mnie).

Wielokrotne podejmowane próby kontaktu z partnerką i prośby o kontakt z dzieckiem nie przyniosły rezultatu. Pierwsza wizyta w Nowej Wsi gdzie pojechałem z ojcem skończyła się tym że zastaliśmy zadrutowaną furtkę i zamkniętą bramę oraz liczne ujadające spuszczone ze smyczy psy. Wyszedł tylko ojciec mojej partnerki i jej jeden z braci. Na prośbę o kontakt z moją narzeczoną i dzieckiem ordynarnie kazali nam się wynosić. Następna wizyta gdzie przywiozłem wiele puszek pożywienia (Humana) dla mojego dziecka i innych potrzebnych dziecku rzeczy skończyła się jeszcze gorzej. Kontakt z partnerką i Synkiem był wyłącznie przez zamkniętą bramę w towarzystwie jej matki i brata. Ubliżano mi i przezywano. Jej brat stwierdził że gdyby mnie zastał w mieszkaniu kiedy pomagał siostrze w ucieczce to by mi tak wp… że zostałbym leżeć we krwi na ziemi.

Matka mojej partnerki krzyczała abym oddał mój telefon który był zakupiony ze wspólnych pieniędzy z partnerką przeznaczony dla mnie. Gdy nachyliłem się przez bramę aby przynajmniej dotknąć swoje dziecko matka narzeczonej sięgnęła do kieszonki koszuli i wykradła mi telefon. Została również przeczytana cała moja prywatna poczta oraz wiele danych wyłącznie przeznaczonych dla mnie, naruszając moją prywatność. Na końcu tego spotkania oskarżono mnie o posiadanie w kieszeni dyktafonu, krzykami – oddawaj to, skasuj to! Musiałem goniony uciekać do samochodu. Wszystko działo się przed bramą w miejscu publicznym. Od tej pory na prośby o kontakt z dzieckiem w sposób taki aby to nie zagrażało cieleśnie mojej osobie, narzeczona odpowiadała wymijająco lub wcale (setki smsów). Osobiście bałem się tam jeździć sam. Ostatnio na żądanie mojej partnerki w asyście i z pomocą ojca przywiozłem jej resztę ubrań oraz ubranek dla dziecka. Oczywiście dostarczyłem również niezbędne artykuły spożywcze dla mojego dziecka lecz partnerka nawet nie wyszła choć wcześniej ją informowałem o wizycie. Będąc tam bezpośrednio po moim telefonie partnerka oświadczyła że nie wyjdzie dopóki nie odjadę a dziecko czuje się dobrze. W następnym dniu napisała w SMS-ie że dziecko spało i nie będzie na moje widzimisię go przecież budzić, lecz przez telefon nic takiego nie mówiła. I właśnie w taki sposób nie mam już żadnego kontaktu przez dwaj miesiące z moim Synkiem, nie wiem co się z nim dzieje, czy jest zdrowy czy nie – żadnej informacji! Przecież to Jego Najlepsze chwile (jak dorasta)!

Dnia 24.08.2016 wniosłem do Sądu Rejonowego w Będzinie III Wydział Rodzinny i Nieletnich wniosek o uregulowanie kontaktów z małoletnim synem. Sprawa została jak się okazało przeniesiona do Sądu Rejonowego w Zawierciu III Wydział Rodzinny i Nieletnich. Informację o tym otrzymałem dnia 03.10.2016. Sprawa jeszcze nie ruszyła (nie otrzymałem informacji o nadaniu sygnatury).

Dnia 19.09.2016 otrzymałem z Sądu Rejonowego w Zawierciu III Wydział Rodzinny i Nieletnich (Żąda 550 zł włącznie od miesiąca sierpień oraz pokrycie kosztów sądowych. Sama dostaje macierzyńskie z zus-u 1000 oraz pewnie dalej chociaż nie legalnie 500+ i rodzinne. Partnerka pracuje jako sprzedawca w Delikatesy KUBIK).

Dnia 23.09.2016 dostarczyłem odpowiedź na pozew o alimenty (moje 860 zł na rękę za staż i ten kredyt) .

Dnia 26.09.2016 otrzymałem informację z do Sądu Rejonowego w Będzinie III Wydział Rodzinny i Nieletnich o przekazaniu do Sądu Rejonowego w Zawierciu III Wydział Rodzinny i Nieletnich sprawy wniesionej przez partnerkę o ograniczenie praw rodzicielskich. Sprawa jeszcze nie ruszyła (nie otrzymałem informacji o nadaniu sygnatury).

Dnia 06.10.2016 otrzymałem z Sądu Rejonowego w Zawierciu III Wydział Rodzinny i Nieletnich dostałem wezwanie do Sądu w sprawie alimentów. Data stawienia się – 21.11.2016.

Zgłosiłem również dnia 27.09.2016 mailowo opisaną sprawę do Rzecznika Praw Dziecka i nadana jest już sygnatura.

W pozwach partnerki wyczytałem wiele nieprawdziwych i oczerniających informacji choćby takich jak pobicia – prawda jest taka że moja była partnerka miała więcej cech męskich niż damskich. Nie chciałem pisać ogólnikowo bo szczegóły są często najbardziej istotne.

Jeśli nie jesteśmy już razem (jak stwierdziła moja partnerka) to chcę mieć równe prawa i dostęp do mojego Synka do którego się przyznałem przed Kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego w Katowicach i chcę opiekować się nim, współdecydować o jego losie i wszystkich istotnych aspektach jego życia.

Czy w tym kraju mężczyzna musi być wyłącznie dawcą nasienia i późniejszych alimentów?! Obawiam się że pieniądze te nie zostaną wykorzystane na dziecko ale na spłatę licznych kredytów które zaciąga cała rodzina mojej byłej narzeczonej (kredyt na dom, rzeczy gospodarstwa domowego) oraz na jej potrzeby. Dla partnerki i jej rodziny nie liczy się to aby dziecko miało kontakt z obojgiem rodziców. Chodzi im tylko aby wyzyskać ode mnie jak najwięcej pieniędzy oraz aby mój Syn zapomniał kto jest Jego tatusiem (oczywiście oczerniając mnie, podburzając swoich sąsiadów, koleżanki partnerki, moją rodzinę przeciwko mnie). Obecnie partnerka się do mnie nie odzywa ani nie odpowiada na moje wiadomości. Wcześniej pisała do mnie tylko i wyłącznie abym przywiózł jej rzeczy których nie zdążyła ode mnie zabrać albo o dokumenty Dziecka które są jej potrzebne (aby wygrać sprawy). Także prosi, o nie liczne rzeczy które dała moim rodzicom w prezencie zapominając że to oni utrzymywali ją, karmili i w większości ubierali przez ponad 2 lata (nawet w pozwie wyszczególnia emeryturę kopalnianą mojego taty oraz zatrudnienie mojej mamy). Jej charakter jest bardzo podły i chciwy a gdy byliśmy razem byłem omamiony i głupi i tego nie zauważałem. Nikt z tamtej rodziny nie chce dojść do porozumienia. Nawet jej rodzice nie chcą porozmawiać z moimi chociaż moi chcieli się porozumieć. Otoczenie oraz warunki w jakich przebywa moje Dziecko są wątpliwe i nie chciałbym aby tamta rodzina brała udział w wychowaniu mojego Syna bo to może bardzo odbić się na Jego charakterze (później Go będą prawdopodobnie nastawiać przeciwko mnie). Ja naprawdę bardzo kocham moje dziecko które nosi moje nazwisko (mam pełne prawa rodzicielskie).

Proszę o dodatkową pomoc bo już szczerze nie wiem czy da się zrobić coś więcej w tej kwestii aby odzyskał kontakt z Synem
 


witam
Nazywam sie Tomasz...., 32 lata zamieszkały  woj. Lubuskie. Mam synka nie całe 3 latka. Od ponad roku walczę z jego patologiczną matka o prawa do niego. Nie mam ograniczonych praw ale on traktuje go jak swoja własność. Mimo ustalonych kontaktów przez sąd one ich nie realizuje i nikt jej nic za to nie robi. znajomość jej w mopsie  w policji  jak i w sadzie sprawiają ze walcze ze skałą.

ostatnio nawet prokuratura z .... dołączyła do jej ekipy. zgłaszałem przemoc, chciałem założyć niebieską kartę bo mam dowody a oni wszyscy nie widza podstaw do jej założenia. mam nagrane jak dziecko sie przyznaje ze jest bite - dla sadu policji i prokuratury to nie dowod. mam nagranie z napaści na mnie gdzie syna mi siłą wyrywali z rak i to dla tych organów tez nie dowód na przemoc. proszę o pomoc
pozdrawiam serdecznie...

 


Dzień dobry. Rafał ... zam. ...  woj. .... telefon kotaktowy ...... Państwa stronę znalazłem na internecie. Jestem w takim samym położeniu jak wielu ojców w naszym kraju. Moja sprawa rozwodowa trwa już ponad rok z mojego powództwa z uwzględnieniem posiadania pełnych praw rodzicielskich jednak sąd postanowił inaczej.  Decyzją sądu okręgowego dziecko zostało przy matce i zasądzone zostały alimenty 500 zł na syna plus 300 zł na żonę (prowadzi własna działalność gospodarczą) na czas trwania procesu zaś po wniesionej apelacji z mojej strony zostały podwyższone na kwotę 1100 złotych.

Żona ustala mi kontakty z synem z własnego tzw widzimisie,  a ja nie mogę sprawować codziennej opieki nad synem. Syn ma 5 lat i jest bardzo zżyty ze mną od urodzenia.  Dla mnie decyzja sądu jest niezrozumiała. Żona została we wspólnym mieszkaniu zmieniając zamki w drzwiach,  a sąd wskazuje mnie jako potencjalnego dłużnika w celu spłat wspólnie zaciągniętych kredytów ze względu na to , że nie sprawuję bezpośredniej pieczy nad dzieckiem i mam większą możliwość dodatkowego zarobkowania. Mój problem polega na tym,  że to właśnie ja jako ojciec chce sprawować piecze nad synem,  jednak decyzje sądu i manipulacje żony mi tego nie gwarantują. Na co dzień jestem funkcjonariuszem służby więziennej,  pedagogiem,  do tej pory również wykładowcą w szkole wyższej. Moja sytuacja zarówno finansowa jak i przede wszystkim pod względem kontaktów z dzieckiem jest krytyczna ze względu na
decyzje podejmowane przez sąd w stosunku do mojej osoby. Dziękuję.

 


Witam
Zwracam sie z prosba do Pana, bowiem, choruje na SM, Byla zona pozbawila mnie dachu nad glowa jak i obciazyla alimentami jaki brakiem widzenia sie z dziecmi.Moj jedyny dochod to renta inwalidzka.Obecnie nie stac mnie na leczenie  na wynajecie mieszkania , czy tez nawet jedzenie, bowiem komornik zajmuje mi rente na koszty sadowe jak i utrzymanie adwokatow ze strony bylej zony, a oprocz tego jeszcze sam place alimenty na dzieci , gdzie obecnie przeznaczane środki na utrzymanie jednego dziecka wynosza ok 2 tys zl bez żadnej incjatywy i wkladu ze strony bylej zony. Jestem pozbawiony jakiejkolwiek godnosci czlowieka.a w sadach sprawy odbywaja sie bez mojego udzialu i prawa do obrony,  bo byla zona podaje inne adresy pod ktorymi nie mieszkam.

Sprawy sadowe odbywaja sie bez mojego udzialu a jak sie pozniej chce odwolac , czy tez wznowic sprawe to oczywiscie nie ma mozliwosci albo tez przegrywam bowiem pod moja nieobecnosc zostal powolany kurator, ktory nie broni mojego interesu tylko wystepuje bo mu kazano, bo chodzi tylko o to aby wszystko bylo zgodnie z prawem.Bardzo mnie boli , ze mamy takie prawo i adwokacji za bardzo duze pieniadze szukaja takich kruczkow , aby czlowieka z godnie z prawem pograzyc , upokorzyc a nawet powiem ze usmiercic pozbawiajac srodkow do zycia tym bardziej ze jestem powanie chory i sa mi potrzebne duze srodki na leczenie.


Pytam sie w jakim ja Panstwie zyje i co mam robic dalej bo grozi mi smierc jak tak dalej pojdzie nie mowiac o tym aby moc sie zobaczyc z dziecmi.Uwazam , ze dzis z godnie z prawem mozna czlowieka pozbawic zycia bez siegania po narzedzia zbrodni i to robia osoby i instytucje jakimi sa Sady ktore maja strzec prawa i godnosci czlowieka.
Prosze a pomoc i zaiterweniowanie w takich instytucjach nawet zagranicznych ktore beda mogly cos zrobic w tej mojej sprawie.
Z powazaniem Jarosław

 


Witam. Dawno się nie odzywałem, ale cóż, przesłuchania, sądy, brak normalnego kontaktu z córką, a czas ucieka... W lipcu-sierpniu będzie już rok jak odebrano mi córkę. B.żona już dwa razy odwoływała się od decyzji prokuratury. Jest postępowanie wszczęte trzeci raz. To jest tragedia wymiaru sprawiedliwości. Ponieważ b.żonę tak już kopło,  że wynajęła detektywa żeby za mną chodził, więc ja złożyłem wniosek o kontakt z moją córką pod nadzorem kuratora, z uwagi na niezrównoważony stan eks żony, niekończące się podejrzenia, obsesje, wnioskowałem o kuratora. Ale jak to bywa-nawet tak prostej sprawy nie można załatwić w tym kraju. A bez kuratora nie mam zamiaru spotykać się z córką. Dodam tylko że mogę z córką spotykać się w miejscach publicznych(galeriach handlowych) w określone dni w określonych godzinach. A b.żona zrobiła mi sprawę o zakaz kontaktu z córką, bo...zabrałem córkę do samochodu dać jej prezenty. I sprawa była oczywiście. Na szczęście tym razem Sąd już chyba też miał dosyć dziwact eks. Ale pieniądze podatników na takie coś idą, koszty, czas, itp. Budzące zgorszenie, bezradność i zdziwienie jest to, że ta kobieta, która kiedyś była moją żoną, nie poniesie żadnych kar dyscyplinarnych, finansowych, sądowych... Może bezkarnie, w każdej chwili, w dowolnym czasie oczerniać mnie, odwoływać się, prefabrykować dowody, pomawiać itp. Nie poniesie żadnej odpowiedzialności karnej. Żadnej. I to jest tragiczne w tym wszystkim. Natomiast pani pseudopsycholog z dyplomem, niejaka p.Żydowicz, wycofuje się pomału z oskarżeń przeciwko mnie, bo jak rozumiem, się już boi. Gdy brała pieniądze za oczernianie mnie, było ok. Gdy sprawa nabrała tempa-woda w usta. Ta pani powinna być pozbawiona praw wykonywania zawodu. Niestety, w polskim prawie bełkot jakieś p.pseudopsycholog jest dopuszczany przez wymiar sprawiedliwości i przecież na wymiocinach tej pani jest oparte całe oskarżenie przeciwko mnie. A ponieważ to co jest w aktach nie trzyma się ni kupy ni dupy, więc sprawy były umarzane. Ale znów jest odwołanie i znów na nowo ruszyła machina.
A ja córki jak nie widziałem tak nie widuje. Chyba że w określonych normach ustalonych przez Sąd. Trudno to nazwać jednak normalnymi kontaktami.
Patologia wymiaru sprawiedliwości w pełnym wymiarze.
Niestety nie jestem bogaty. Adwokaci chcą pieniędzy, sprawy kosztują, również pod względem osobistym, bo nerwy, bo stres, bo przecież mam partnerkę życiową i muszę inaczej żyć i myśleć o przyszłości a nie latami udowadniać swoją niewinność przed sądami, bo mogę tylko przed sądami cywilnymi, a jeśli tak to wygląda to ja marze w tej chwili o zmianie obywatelstwa a także rozważam wyjazd z tego podłego kraju. Szkoła do której chodzi córka, p.pseudopsycholog Żydowicz, b.żona, prawdopodobnie ujdzie im to na sucho. Jeśli ja czekam 3-mce na rozpatrzenie pozwu(wniosku), jeśli każda sprawa miałaby mnie kosztować grube tysiące, bez pewności że wygram, to rzeczywiście ta kobieta "wygra", prawa ojca nie istnieją a organa ścigania powinny pójść na bezrobocie i cały system prawny zburzony i zbudowany od podstaw. Ale to utopia...
Co do polityków...bez komentarza... To nawet nie dno. To szambo. Śmierdzące szambo.
Jest Pan dziennikarzem. Ja wiem, że mój przypadek nie jest szczególny na tle innych ojców, ale ja jestem gotów opowiedzieć wszystko, od początku do końca(tylko że tego końca nie widać) publicznie, z nazwiskami, po kolei, tak aby pseudopsychologowie(oraz inni debile), adwokaci, prokuratorzy czasem wzięli pod uwagę że za pieniądze niszczą czyjeś życie, życie ojców, dzieci... Ale to chyba też utopia... Na zmiany w prawie już nie liczę bo jeśli ktoś taki jak Kukiz lub inne aspołeczne jednostki na ul. Wiejskiej mają zmieniać cokolwiek, to właśnie jesteśmy świadkami zmian, i na pewno na dobre to nikomu nie wyjdzie. Łukaszenka też ma stale poparcie 90-kilku procent, podobnie jak Putin i Orban, więc wcale mnie nie dziwi wzrastające poparcie dla obecnej władzy(piss=pis, tak samo sie wymawia a ja wolę angielską wersję, lepiej pasuje;-))

Z poważaniem
Krzysztof

 


Witam!
Mój związek z Anną Moniką (...) był pełen upadków i wzlotów. Niemalże od samego początku mieliśmy problemy, które w swojej opinii wynikały z różnicy charakterów. Anna była wiecznie niezadowolona z tego jaki jestem, co mówię, co robię i jak sie zachowuję.Przez wiekszośc naszego związku Anna nieustannie krytykowała mnie, drwiła ze mnie i upokarzała mnie. Używała wulgaryzmów względem mnie jak również przemocy - biła mnie, atakowała, używała również przedmiotów do bicia (tuczek do ubijania mięsa). Stale domagała sie mojego posłuszeństwa w różnych dziedzinach. Wielokrotnie groziła, że odbierze mi syna. Byłem notorycznie lekceważony, poniżany, szczególnie przed rodziną Anny. Niemalże zawsze Anna wyśmiewała moje poglądy i narzucała własne. Wielokrotnie usilowałem zażegnać wszelkie spory polubownie, natomiast Anna była jak zwykle agresywna i zupełnie nie chętna do pogodzenia się. Zawsze starałem sie pracować nsd naszym związkiem. Wielokrotnie również robiłem to, co Ania żądała (niejednokrotnie wbrew własnej woli), aby tylko zakończyć kłótnie i abyśmy mogli normalnie i spokojnie żyć. Kilka lat temu miałem problem z z alkoholem i w po częsci dzięki Ani od 3 lat i 5 miesięcy nie pije, ale Ania mi i wszystkim dookoła wmawia, że ja piję.

W zeszłym roku w marcu bądż kwietniu wspólnie z Anią ustaliliśmy, że nasz związek nie funkcjonuje jak powinien i postanowiliśmy szukać pomocy u psychologa. Ze względu na moją historię z alkoholem, psycholog skierował mnie na terapie dla uzależnionych od alkoholu. Anna natomiast kontynuowała indywidualna terapie z psychologiem jak i terapie grupową, która ma na celu nie tylko pomóc nam w rozwiązaniu problemów w naszym związku, ale również pomóc Ani poradzić sobie z jej własną przeszłością, a głównie z doświadczeniami i przemocą w Anny wcześniejszym małżeństwie. Po krótkim czasie trwania terapi Ania zakłada mi niebieską kartę. Dla mnie to był szok, ale pomyślałem że to kolejna huśtawka nastroju, nie zdawałem sobie sprawy do czego to jest jej potrzebne. Przez lata zmagałem sie z huśtawkami nastroju Anny. Robiłem wszystko to o co mnie poprosiła, ale nadal była wieczne nie zadowolona, pelna złości i nienawiści w stosunku do mnie. Od 9 miesięcy Ania odmawiała jakichkolwiek kontaktów seksualnych ze mna (nie spaliśmy razem w jednym łóżku). Nawet gdy była w dobrym nastroju, nie zezwalała na przytulanie, buziaczkowanie lub inne okazy bliskości. Od wielu miesięcy moje próby zachęcania Anny do wspólnego wyjścia czy zabaw z naszym synem Filipem były bezskuteczne. Leki antydepresyjne na uspokojenie, które Anna od dawna przyjmuje, również nie przyniosły żadnego rezultatu. W październiku 2013 r. rozpocząłem pracę w Gdyni i przyjeżdżałem do domu co weekend lub co drugi weekend i jak byłem w domu czułem sie jak intruz, niechciany. Ponieważ zauważyłem, że jeszcze bardziej sie od siebie oddalamy i nasze problemy narastają, postanowiłem zrezygnować z pracy i od początku marca 2014 r. wróciłem na stałe do domu.

Chciałem pracować nad naszym związkiem , starałem sie rozmawiać z Anią ale bez skutecznie bo nie mam czasu, bo nie teraz, zmęczona jestem... może jutro), chciałem abyśmy wszyscy byli szczęśliwi i tworzyli normalną rodzinę. Poza różnicą zdań i charakterów, według mnie nie mieliśmy żadnych większych problemów. Niestety Anny agresja wobec mnie i jej zachowanie stało sie nie do zatrzymania i 12 marca 2014 r. postanowiłem popełnić samobójstwo. Byłem całkowicie bezsilny i utraciłem wiarę, że możemy być razem szczęśliwi, pomimo moich wszelkich starań. Oliwy do ognia dolał fakt, że podczas, gdy Ania paliła papierosa na balkonie tego samego wieczoru , a ja zamknąłem drzwi balkonowe ponieważ wlatywało zimno do domu z zewnątrz, Anna zadzwoniła na policję. Jak tylko Ania przestała palić papierosa, otworzyłem drzwi. Wielokrotnie tak wzajemnie robiliśmy, aby nie chłodzić mieszkania i nie narażać naszego dziecka na wyziębienie. Nigdy wcześniej żadne z nas nie miało z tym żadnych problemów. Nigdy wcześniej żadne z nas nie wzywało policji i nigdy wcześniej nie było takiej potrzeby. 12 marca 2014 r. policja nie stwierdziła żadnego niebezpieczeństwa w naszym związku ani żadnej przemocy domowej. Mimo tego, dla mnie było to już za wiele. Zacząłem zażywać leki, które mieliśmy w domu, podczas gdy Anna była z naszym synem w innym pokoju. Po pewnej ilości tych leków wykonałem telefon do Anny ojca, prosząc go, aby przyjechał po Anię, co też tak uczynił. Następnie wróciłem do leków i zażywałem je dalej (dalej nie pamiętam), zabrała mnie karetka. Następnego dnia późnym wieczorem wróciłem ze szpitala do domu. Anny i Filipka nie było w mieszkaniu. Po dwóch trzech dniach otrzymałem wiadomość od Anny , że chce abym płacił 500 zł. na syna miesięcznie i numer konta. Od tamtego czasu każdego miesiąca płacę alimenty na syna, ale nie mam absolutnie żadnego kontaktu z moim dzieckiem, ani z Anią. Wielokrotnie dzwoniłem i pisałem do Anny z prośbą o jakikolwiek kontakt z synem, z przeprosinami, ale nie uzyskałem żadnej odpowiedzi. Od rodziców Anny dowiedziałem sie, że mój syn co najmniej dwukrotnie rozpaczał z tęsknoty za mną, ale również mówiono mi, że mój syn nie chce ze mną rozmawiać. Jest to dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ podczas mojego pobytu w Gdyni, dzwoniłem też do syna każdego dnia i prawie zawsze to on prosił mnie , abyśmy rozmawiali jeszcze troszeczkę. Gdy wracałem z Gdyni na weekend Filip nie opuszczał mnie na krok. Wielokrotnie Anna powtarzała mi, jak i również innym , że jestem dobrym ojcem. Pragnę nadmienić, że byłem z moim synem od jego narodzin, zajmowałem sie nim, opiekowałem i zawsze dbałem o jego dobro. Rozumiem, że Filip będzie mieszkał ze swoją matką Anną i nie mam do tego zastrzeżeń, ale jako ojciec chciałbym czynnie uczestniczyć w życiu mojego dziecka i nie widzę żadnego powodu, dla którego ja również nie mógł bym odwiedzać i brać czynny udział w wychowywaniu mojego dziecka. Wydaje mi sie, że również u nas, tak jak większości innych związków były kłótnie i nieporozumienia ale z mojej strony nie było to nic odbiegającego od normy. Zdarzało mi sie podnieść głos w wyniku frustracji na Anny ciągłe nie zadowolenie. Wielokrotnie również chwytałem jej ręce w nadgarstkach, aby przestała mnie bić, ale nie stosowałem wobec Anny przemocy fizycznej bądź psychicznej.


Nie wiem co robić brakuje mi sił fizycznych jak i psychicznych jestem też pełen obaw czy utrzymam dotychczasową prace, bo każde wezwanie jest obowiązkowe a sąd ...wiadomo i z Gdyni do inowrocławia jest 240 km. koszty są olbrzymie, już straciłem płynność finansową, jestem już pod kreską kilka set zł.

Tylko wy mi zostaliście, jesteście ostatnią deską ratunku.

Z poważaniem

Paweł

 


Postanowiłem do Was napisać, ponieważ w życiu nie przypuszczałem, że będę mógł być tu gdzie teraz jestem, a jednak... Widzę, że jesteście w zasadzie jedyną organizacją która ma szanse pomóc innym ojcom w ich walce, ja nawet nie wiem kiedy i jak się tu znalazłem. Ale od początku..


Z żoną poznałem się wiele lat temu, byliśmy ze sobą od chyba 2005r ja miałem wtedy 21 ona 20 lat. Bardzo szybko zamieszkaliśmy razem ( u jej rodziców) i byliśmy ze sobą szczęśliwi (ja na pewno byłem) . Przez ten czas ja skończyłem liceum, później razem robiliśmy technikum, dalej razem studia, dalej praca... Mieszkaliśmy z jej rodzicami nadal... Każde z nas pracowało, każde miało swój czas, aż nagle (pominę szczegóły) zostałem zdradzony, wiem łatwo osądzać, łatwo powiedzieć, nie miałeś ślubu, nie miałeś dziecka co ty tam nadal robiłeś? A jednak byłem zakochany po uszy, wybaczyłem, ona obiecała i poszło dalej, pewnego dnia jej ojciec uznał, że trzeba sprzedać dom w którym mieszkamy i zbudować nowy, co też się udało.... Nastąpił okres budowy, ja pracowałem, pomagałem na budowie, potem wieczorami (nocami) wykańczałem to mieszkanie - na ile umiałem i byłem w stanie (w końcu jestem informatykiem, nie budowlańcem). Pieniędzy włożonych nie liczyłem, zawsze trzeba było coś kupić, farby szpachle płytki pierdoły ale ja na to inaczej patrzyłem (wiem idiota gówniarz), miałem w głowie idealistyczny świat... Praca, dom, żona (nie formalnie ale ja tak to widziałem), w końcu zamieszkaliśmy tam, po czym żona (nadal nie formalna) zmieniła pracę... Zaczęła zachowywać się dziwnie (znałem to) więc szybko zauważyłem, że mamy powtórkę.... To było jak piorun.... Jako informatyk nie miałem problemu by znaleźć dowody na to jak wyglądało szkolenie w nowej pracy.... Ale nic... Długie godziny rozmów, obiecanki, itp.. W końcu faktycznie ja też za bardzo w pracę poszedłem, ale wtedy każdy grosz się liczył - może chciałem ją usprawiedliwić????? Udało jej się drugi raz.... Znów byliśmy razem.. Ja byłem zakochany (zaślepiony) i szczęśliwy (chyba). Potem wzięliśmy ślub, skromny bo ona taki chciała, życie toczyło się nadal (u jej rodziców w nowym domu mieliśmy swoje piętro choć wejście wspólne) ślub w 2010 r ja miałem 26 l. Byłem po studiach, miałem żonę, znalazłem lepszą pracę, ona też znalazła, i mijały kolejne lata, nie było najkolorowiej jeśli o pieniądze chodzi, ale jakoś dawaliśmy radę (ona zaczęła pracę w banku więc zajmowała się domowymi wydatkami) wszystko było takie naturalne, działające, ale zaczęły się spory, bo nie było już komu dbać o nasze mieszkanie, do wszystkiego trzeba było ją jak małe dziecko pchać, pokazywać, prosić się o cokolwiek, zero własnej chęci... Tak się też wtedy złożyło że zaszła w ciążę (2012r - mała urodziła się w 2013) - ciąża trudna, wymioty non stop do końca, leżała, szpital co chwilę, wiele nocy nie przespanych ale spoko, w końcu czego się nie robi dla rodziny... Gdy mała się urodziła byłem najszczęśliwszym facetem na świecie...

Choć nie bardzo chciałem pomagać na początku przy małej (stricte) bo bałem się ją "popsuć" wiadomo świeżak ;) po pół roku usłyszałem, że jestem zły bo zamiast jej pomóc to non stop mnie niema, wymyślam sobie pracę, uciekam, ona jest sama, i się dusi.... A poza tym chrapię i mam iść spać do innego pokoju... Ehhhh w między czasie już znów nawiązała kontakt przez internet z drugim kochankiem... Tym razem już się wkur..... pomyślałem, że ile można???? Pierwszy raz poszedłem do teścia (myślę że miałem z nim w miarę jakiś normalny kontakt) - opowiedziałem mu o wszystkim, o tym, ze to trzecia akcja się zaczyna, że mamy dziecko i co ona odpier***a?? Że żeby nie myślał, że uciekam od dziecka, ale nie chcę być z taką kobietą (chciałem się usprawiedliwić chyba) a on na to że nie wierzy mi... Ok mówię, to daj mi 3 minuty... Poszedłem wydrukowałem mu całą korespondencję ze szczegółami... Dałem jako lekturę i wyszedłem... za dwa dni zadzwonił, że sprawa jest załatwiona, że prosi bym wrócił, ze szkoda, że tak późno się dowiedział i w ogóle... Ja oczywiście jak zakochany kundel wróciłem... Ale od tego momentu kanapa, ciągłe problemy, przytyki.. Klasyka gatunku.. Dla mnie i tak dziecko było najważniejsze... Byłem przy niej i cieszyłem się z tego mała miała już ponad 1.5 r. Wtedy moja żona uznała że wraca do pracy.. Spoko mówię jak chcesz to dlaczego nie.. Mała do dziadków na dzień i jak najbardziej..

Pracowała tam chyba od września zeszłego roku..... Była kierowniczką w jakiejś finansowej firmie.. W styczniu pamiętam chwaliła się że udała jej się rekrutacja i że zatrudniła dobrego pracownika... W lutym pod koniec usłyszałem rano przed wyjściem do pracy (gdy spytałem dlaczego nie wyprasowała mi koszuli (nie nie jestem nierobem, tylko mieliśmy podzielone obowiązki ja zmywałem itp ona prasowała i robiła pranie)) że ma to w d i mam nie wracać popołudniu.. Nie chce mnie widzieć i że to koniec... Myślę sobie aha będzie ostro!! I tak mamy prawie marzec... Ja każdego dnia byłem tam wieczorami (po 17 jak zawsze po pracy) siedziałem z małą do wieczora do kompania i odprowadzałem je obie do spania. A każdego dnia znaczy KAŻDEGO!!!!

Jednocześnie jak już pisałem jako informatyk tak? Wiedziałem że problemem był ten pan z rekrutacji, że pracują sobie, wiedziałem, że się kłócili, wracali do siebie, no życie... Ja ciągle dla dziecka tam byłem, przewijałem się a w zasadzie nie chciałem by nasza głupota jej zaszkodziła, nie umiałem jej powiedzieć że jest jak jest (wtedy mała miała już 2.5 r). W sierpniu wyjechaliśmy razem (ja, żona i mała) na tydzień na wakacje, było dobrze jak nigdy,.... Jeden dzień musiałem wyjechać, bo miałem egzamin, ale jak wróciłem, to obie wyszły by mnie przywitać do granicy miasta gdzie mieliśmy hotel... Poczułem się jak dawniej, mała też..

Pomyślałem, że może jednak??? Ale ostatniego dnia wpadł mi w ręce jej telefon... Nie, nic się nie zmieniło, pisała wydzwaniała (zawsze miała powód by musieć podjechać do sklepu sama), po prostu osoba o dwóch twarzach, ale w dodatku nie okłamywała mnie tylko, ale też dziecko, swoich rodziców (zabroniła komukolwiek mówić że jesteśmy razem na wakacjach) jak i kochanka.... Ehhhhh nic, zirytowałem się tylko ale nadal jeździłem.. Pod koniec sierpnia już moja obecność tam zaczęła sprawiać jej kłopot (choć sama wracała z pracy o 19-20 a mała jeśli nie była by wtedy ze mną musiała by być z dziadkami (po 12h). Wtedy zaczęła wymyślać, ze mam małą zabierać jak chcę, a nie u niej przesiadywać, jawnie zaczęła z kolegą przyjeżdżać do domu (w między czasie dowiedziałem się że zwolnili sie obaj i otwarli firmę!!) już nie mogłem z małą tam przebywać a odwożąc ja to na korytarz najdalej... Teściowi nowy kolega przygrał, ponieważ często widziałem ich razem u teściów na dole na kolacyjkach...

W sierpniu też żona złożyła pozew... W pozwie o nie ustalaniu winy, czas dla mnie w środę 17.30 - 19.30 i pt tak samo w następnym tyg środa i pt-niedzieli... W wakacje 2 tyg... święta do podziału na pół... Alimenty 600zł.. Ciągle mogłem z nią rozmawiać, ale już im bliżej rozprwy tym kontakt był coraz słabszy... Ja chciałem dodatkowo 2h w każdy poniedziałek. Uparła się i nie!! Nie podpisała mi porozumienia, nic w sądzie jakoś po bojach (dobra sędzina!!!!) doszliśmy o porozumienia, a sędzina stwierdziła że jej zdaniem to i tak mało widzeń i chce by (ex)żona zadeklarowała, że po miesiącu będzie skłonna rozpocząć ze mną rozmowy co do zwiększenia widzeń, ex zgodziła się ale nie po miesiącu a po nowym roku.. Wyszliśmy podaliśmy sobie ręce (ja jej na sali podałem) i koniec... Rozprawa była we wtorek więc (jeszcze odbierała telefon) ustaliliśmy, ze możemy już wprowadzić w życie ustalenia sądu co do widzeń choć wyrok nie jest prawomocny... Ok wypadło że następnego dnia jest środa, potem był mój weekend i tu zaczęły się schody.. Wziąłem małą w pt po 17 i miała u mnie spać do niedzieli (wg ustaleń sądu) ale wieczorem już ex zaczęła piszczeć że może nie, może jeszcze weekend na pół, że ona narazie tak nie chce... odwiozłem ją (baaaardzo zirytowany) w pt na wieczór i umówiliśmy się że w sobotę o 10.30 ją biorę. Byłem na czas, dzwonie a ona mówi że dziecko płacze od rana, że nie może sobie z nią poradzić, ze mała nie chce ze mną i koniec.. Postałem pod domem chwilę, ale jak na dworze usłyszałem płacz dziecka to trudno myślę sobie muszę wejść.. Nie zauważyli mnie od razu (ona i jej kochanek przed tv w salonie) a mała była na podłodze w sypialni (nie poznałem mojego dziecka - jak każdemu zdarza się jej płakać, ale to było wycie!!!! w dodatku siedziała sama na podłodze na wpół rozebrana, szybko jej pomogłem się rozebrać z pidżamki, wziąłem na ręce uspokoiła się na tyle że przestała płakać, ale do łóżeczka chciała... Usiadła, nakryła sie na głowę kołdrą, a ja pytam przed kim się chowa, ona na to że nie chowa się ale tam jest pan Waldek!!!!!!!!!!!!!! chodziło o kochanka żony który sypia już tam od sierpnia i to w jednej!!!! sypialni z moim dzieckiem!!!!! Na to wpadła żona z krzykiem że włamanie itp... Mówię, że nie włamanie, tylko że bałem się o dziecko bo słyszałem ją na dworze i to co zobaczyłem uświadomiło mnie że dobrze zrobiłem, pokazałem jej dziecko schowane i wystraszone pod kołdrą i pytam czy jest dumna z tego co widzi.. Ale ona zero reakcji i że mam wyjść.. Wyszedłem...

Pojechałem, po 20 minutach zadzwoniła że mała już chce do taty i mam po nią przyjechać... Ehhhh no nic mówie sobie skoro mamy mój weekend to śpi u mnie... I tak bardzo miło minął nam dzień.. Godzina 20.20 telefon gdzie dziecko.. Mówię że u mnie, ze mój weekend itp... Za 15 minut była pod domem z policją (wiem nie musiałem jej dziecka dawać ale dałem, było późno małą znów stres a ona jak idiotka ma to gdzieś... ) od tego czasu a była to zeszła sobota nie odbiera telefonów, jeżdżę tam codziennie by usłyszeć od teściów że małej nie dostanę, nikt nie odbiera telefonów nie odpisuje na sms, fb, i inne.. Dziś uparłem się że chcę dziecko i że skoro śpi to poczekam w aucie na nią... Po 15 minutach podjeżdża policja bo stoję na posesji teścia i że nachodzę go i że małej nie zobaczę aż wyrok nie wejdzie w życie.. I tak od męża, przez opiekunkę aż do wroga nr 1... Wiem, że mogę poczekać jeszcze 1.5 tyg i widzenia będą, ale wiem też po tym co jest teraz, że ani nie będę tam mile widziany, że z inteligentnych ludzi którzy nie chcieli krzywdy dziecka stali się idiotami którzy mają za nic jej zdrowie psychiczne, wiem, że nigdy nie będzie już normalnie, że żadne odstępstwa od ustalonych godzin nie wejdą nigdy w grę a o zwiększeniu widzeń mogę zapomnieć, że mała będzie takim wysłuchiwaczem ich żali wobec mnie... Boję się tego... Dlatego chcę poczekać do końca roku i wytoczyć jej taki proces i uznanie jej winy, oraz opiekę naprzemienną że długo będą się po tym zbierać.. Bo nie po to poszedłem na ugodę i brak orzekania o winie (z taką historią dupodajstwa na pewno to wygram) by teraz być z naprawdę zaangażowanego ojca który nigdy!!!! nie powiedział małej nic złego na kogokolwiek robiony idiotą......


Adwokatka powiedziała że to jest do zrobienia, ale proszę Was pomóżcie, powiedzcie co i jak uszykować, nie chcę pozwolić sobie na jakiekolwiek potknięcie... Chcę dla dziecka jak najlepiej, a nie osiągnę tego teraz gdy nie wiem co u niej....

--

Pozdrawiam
Robert

 


Nasza historia.....
Matka z ojcem I dzieckiem zamieszkuja od trzech lat parter domu ojca dziecka.
Uklada sie roznie, matka rani ojca nozem po sprzeczce ( juz jako nieletnia napadla na innego faceta I tez ranila go nozem, zostal wtedy przydzielony kurator), ojciec ja popycha, matka idzie do lekarza, zaklada niebieska karte, ojciec sie wstydzi zaczyna leczenie, godza sie dla dobra dziecka staraja sie wziasc w garsc z malymi skutkami, matka nienawidzi matki ojca, klotnie sa na porzadku dziennym, ojciec jest traktowany jak nieudacznik I pantoflarz, ta sytuacja trwa dwa lata. Na przelomie marzec / kwiecien matka idzie do pracy, od razu planuje wyprowadzke I zamieszkanie z kolezanka, teraz przezwiska sa na porzadku dziennym, gej, pedal, nieudacznik, niezaradny, brzydal itd itd. Straszenie ze po wyprowadzce nie bedzie ogladac dziecka itd itd. Ojciec wrak czlowieka lzejszy o 25 kilo jest u kresu wytrzymalosci ale dla dobra dziecka wytrzymuje. Urodziny dziecka, maly konczy 3 latka, przyjezdzam na urodziny. Od razu daje sie ta systuacje wyczuc, matka traktuje dom jak hotel, zdarzaja sie niepowroty na noc, dzieckiem zajmuje sie ojciec I matka ojca. Po zwroceniu przeze mnie uwagi matce, sprawa bedzie miala final w sadzie w wadowicach, odjezdzalam z urodzin z siniakami, zwyzywana I ponizona. Pare dni pozniej ta sama historia z matka ojca… podbite oko podrapana twarz, sprawe przejela prokuratura, cala rodzina boi sie matki dziecka. Za moja namowa matka I ojciec ojca ida do adwokata I pisza pismo ze matka ma sie wyprowadzic. Matka grozi ze wszystkich zalatwi ze nigdy nie bedziemy ogladac dziecka jak odejdzie… po 2 tygodniach po tym jak zostawila gdzies u obcych dziecko I poszl sie wieszac. Osoba ta przywiozla dziecko do domu, w domu nikogo nie bylo wiec zostawili dziecko u sasiadow… matka wpada do domu pakuje swoje lakiery do paznokci I rzeczy niezbedne do makijazu, zabiera dziecko wychodzi.
Przez dwa tygodnie nie wiem gdzie jest dziecko, wszyscy rozkladaja rece, zero pomocy.
Dowiadujemy sie ze matka przebywa wioske dalej u jakiegos faceta I jego matki.
Nie wiemy z kim jest dziecko pod nieobecmosc matki ( pracuje na rano, poludnie I na noc)
Kto przytula naszego malucha jak tego potrzebuje?
Brat sklada sprawe o rozwod
MOPS chociaz nas odeslal z kwitkiem bo nie nalezy teraz dziecko pod region, wspomaga matke
Zostaje napisane pismo z pomoca opiekunki spolecznej o pozbawienie praw rodzicielskich ojca oraz o alimenty
Matka klamie, utrudnia, manipuluje
Ojciec jest zalamany
Matka ma 10 rodzenstwa – nikt nie potrafi jej przetlumaczyc jaka krzywde robi dziecku, nikt z nia nie chce miec nic do czynienia, jest agresywna, jej ojciec jest pozbawiony praw rodzicielskich ( choroba psychiczna ) matka nie zyje.
Wyrwala dziecko ze stabilnego rodzinnego domu, zabrala od wszystkich bliskich mu osob, skazala dziecko na tulaczke i multum roznych facetow.
napuscila "lysych" typkow zeby sprawili lanie ojcu dziecka
Przezwiska, wyzwiska, paranoja
Dwa tygodnie temu, po sprzeczce z konkubentem udaje sie do domu matki z dzieckiem caritas
Wytrzymuje tam tylko 4 dni – wiadomo tam nie ma patologii kazdy ma swoje zadania, siostry sa obiektywne
Powrot do konkubenta??? Na dzien dzisiejszy nie wiemy…. Gdzie przebywa….
Interwencja w MOPS, final: matka jest u kresu wytrzymalosci, pod opieka psychologa, bardzo placze, chce sie godzic z ojcem dziecka, dziecko przestraszone, ale czyste i pojedzone – wiec wszystko jest ok…
dzisiaj wkoncu wspanialomyslnie przekazuje sluchawke maluchowi zeby ojciec mogl z nim chwilke porozmawiac... dziecko recytuje: do tata nie, tata bee, prosze przyjedz do nas
TOTALNA Manipulacja!!! az sciska serce ................ :(

Jakby to bylo gdyby ojciec, juz wczesniej karany, uprowadzil dziecko, nie mial stalego miejsca zamieszkania, ukrywal dziecko przed matka, toczyly by sie dwie sprawy o pobicie i zniewage, gdyby mial trzy sprawy o znecanie sie psychiczne, gdyby nie mial pomyslu na zycie, gdyby wyprowadzil sie do jakiejs kobiety, gdyby zrezygnowal z pracy bo bedzie sie teraz tylko on zajmowal dzieckiem jak dlugo trzeba bylo prosic zeby ktos zainteresowal sie dobrem dziecka????
Dlaczego panuje taka znieczulica a MATKA (pseudomatka) moze WSZYSTKO?




znalazlam Wasza stronke online, rodzina pochodzi z okolic Krakowa, sama nie wiem czego oczekuje....
Joanna


Witam
Jestem jednym z was i sam sobie nie potrafię tego wybaczyć. Niemal 15 lat spędziłem z partnerką, która była aleksytimczką (analfabetką emocjonalną) oraz skrajnym skąpcem.  Od małego moje życie usłane było dramatami, a pomimo tego wszystkiego związałem się z kimś tak bardzo nieodpowiedzialnym, a następnie przez lata, z uwagi na córkę nie umiałem wyrwać się z tej toksycznej relacji. W końcu mi się to udało, bo nie chciałem zmarnować całej reszty życia. Wiktoria, która dziś ma 12 lat pozostała z
matką. Od roku nie mam z nią kontaktu, nie wiem gdzie mieszka, gdzie została ukryta przez matkę. Wcześniej miałem idealny kontakt z dzieckiem, nawet lepszy niż matka i poświęcałem córce mnóstwo swojego czasu i uwagi. Dziecko było ze mną bardzo silnie związane, dziś przechodząc obok mnie przeszłoby tak jak obok słupa. Czyniłem co mogłem aby ratować sytuację. Od strony prawnej wszcząłem trzy postępowania w sądzie rodzinnym, wiedząc że czyniąc tak ukazuję tylko że jestem frajerem, że coś ze mną jest nie tak skoro walczę o dziecko.

Niczego nie można mi zarzucić poza tym, że jestem ojcem. Nie czekam nawet na rozstrzygnięcie spraw, bo to niczego nie zmieni.  Bezskutecznie próbuję wyegzekwować pierwsze sądowe postanowienia. Sam już nie wiem po co?
W tej chwili nie będę pisał więcej, bo łatwo sobie wyobrazić moją sytuację. Typowy schemat idealnie podporządkowany pod system z tymi samymi aspektami również w sferach majątkowych, choć sytuacje są różne. Nie mam już siły na nic, jestem kompletnie przybity, nie wychodzę  z domu, nie stać mnie na większą aktywność. Tym bardziej, że konflikt dotyczy nie tylko dziecka. Przetrwałem nie jeden dramat w życiu, nawet nie będę wspominał o ich wymiarze i zawsze dawałem sobie
radę. Teraz już nie mogę. Przeczytałem dziesiątki podobnych  historii w sieci, byłem na dziesiątkach stron poświęconych dyskryminacji ojców.
Wiem o tym, że działając razem można więcej osiągnąć. Nie wiem czy znajdę w sobie jednak siłę na jakiekolwiek działanie.  Chyba nie mam już żadnego planu działania, a zatem ani żadnych oczekiwań ani żadnych możliwości działania. Może po prostu warto przynajmniej zaznaczyć, że jestem. Że takich jak my jest jednak znacznie więcej niż nam się wydaje. Nawet jeśli sam dla siebie w ten sposób nic nie osiągnę, to może warto powalczyć o to aby za trzy pokolenia sytuacja była normalniejsza? Może warto
pokazać się, stworzyć kolejną stronę internetową opowiadającą historię kolejnego ojca dyskryminowanego przez system? A może stronę z odniesieniami do wszystkich takich stron dla uporządkowania sytuacji, dla ukazania ogromu problemu? Wszak nie mam nic do stracenia.


Pozdrawiam
Grzegorz


 

Witam wszystkich z portalu Dzielny Tata. Mam bardzo wielki problem!!! Mianowicie, jestem z żoną w trakcie rozwodu nikt z nas nie ma ograniczonych praw rodzicielskich. Mamy dwie córeczki Julie i Oliwie. w tej chwili młodsza córka Julia mieszka ze mną starsza Oliwia z mamą. To co się dzieje ze starszą córką Oliwia od momentu mojej wyprowadzki, żaden ojciec nie chciał by przeżyć. Jest buntowana przez dziadków i swoją mamę, zastraszana, przekupywana, zaczęła się mnie bać, boi się nawet ze mną na spacer wyjść. Matka nie puszcza dziecka do szkoły, wmawia dziecku że je porwę i wywiozę. Ostatnio udało mi się ją zabrać na spacer po interwencji policji. Zaraz po spacerze poszliśmy do psychologa bo mi dziecko cały czas płakało. Pytałem co jest, dlaczego tak się zachowuje, delikatnie pytając w końcu odpowiedziała: "Mama i babcia cały czas mi mówią że mnie porwiesz, że mnie wywieziesz i mi gada głupoty na twój temat i się boje TATUSIU" Pragnę nadmienić że żona pochodzi z domu gdzie nie brakuje pieniędzy. Wszystko jest załatwiane pieniędzmi. Mnie niestety nie stać. Młodsza córka Julia 4 lata powiedziała, u psychologa, że nie będzie mieszkać z mamą bo tatusia z domu wyrzuciła. Dla tego w tej chwili jest ze mną. Namawiam żonę aby przyszła do mnie do domu odwiedzić dziecko, dzisiaj napisałem jej SMS aby przyszła dziecko czekało ubrane. Niestety nie przyszła. Chociaż bałem się że jak pójdzie z matką to jeszcze Julkę zmanipulują. W sobotę żona poszła na zawody z naszymi dziećmi umówiłem się znowu po kilku interwencjach policji że mi przywiezie dzieci o 14 przywiozła dzieci, lecz starsza Oliwia nie chciała zostać nawet wyjść z auta, młodsza Julia wyszła od razu. Po wejściu do domu usiadłem z Julką na sofie i widziałem jak się trzęsie ma dreszcze.... Ubrałem się wezwałem taksówkę i pojechałem na pogotowie. Okazało się że matka zabrała dziecko na ZAWODY GDZIE BIEGAŁO SKAKAŁO PRZY 39 stopniach gorączki z mocnym katarem i wygniotami w gardle. Nie miałem przy sobie żadnych dokumentów dziecka, były u matki. dzwoniłem chyba 20 razy ani razu nie odebrała w szpitalu potrzebny był pesel dziecka którego nie miałem poprosiłem kolegę aby pojechał do teściów do domu okazało się że żona jest u brata imprezuje. Z łaska dała mi pesel dziecka. Za każdym razem gdzie dzieci były jeszcze u matki nie mogłem się dogadać z żoną żeby dała mi dzieci na spacer na weekend na noc. Ona się bawiła z dziećmi co weekend i ze swoimi rodzicami ja mogłem się tylko patrzeć jak się bawią i jak dzieci buntują i przekupują. Może nie napisałem wszystkiego bo jestem w takiej desperacji że mogłem o czymś istotnym zapomnieć. Ale bardzo proszę o pomoc żona wzięła sobie najlepszego adwokata w mieście za sponsorował jej ojciec mnie nie stać nawet na poradę prawną lecz próbuje wszystkigo próbowałem już u Rzecznika Praw Dziecka nie pomogło POLICJA nie pomogło zresztą za każdym razem żeby dzieci zobaczyć przez furtkę wzywać policje mija się z celem. Potrzeba mi pomocy nie może mi buntować dzieci tak żeby mnie się bały nikt  mi nie chce pomóc
 nie wiem co mam robić. Proszę pomóżcie mi nie może tak to wyglądać dzieci cierpią patrzą na mnie jak na bandytę tak nie może być !!!! A żona i teście mówią że nie stać mnie żeby walczyć o dzieci. Śmieją się ze mnie za każdym razem jak podchodzę pod dom. Przypomniała mi się sytuacja jeszcze jedna przyszedłem z młodszą córką Julia pod dom teściów podjechał teść gdzie wiedział że Julia ma antybiotyk i mówi do niej " Cześć julciu jedziesz z dziadziem do mc donald i na lody???" .....paranoja
 
Proszę o pomoc  Adam


(a to historia identyczna z mojją - MF)

 

Dzień dobry.

Nazywam się Katarzyna . Piszę w imieniu mojego brata - Tomasza  i naszych rodziców: J

Mój brat w 2008 rok ożenił się, po ślubie urodziło im się dziecko - córeczka Martynka. Byli małżeństwem tylko niecałe 3 lata. Jego żona pracująca wcześniej w Prokuraturze w Mielcu i mająca także dyżury w Sądzie w Tarnobrzegu, gdzie toczą się wszelkie sprawy rozwodowe dla ludzi z okręgu Tarnobrzeskiego jak i Mieleckiego i innych - wiedziała doskonale jak można się "urządzić" w zyciu. Była obecna przy wielu sprawach rozwodowych i znała cały schemat wrabiania mężczyzn przez kobiety. My nie wiedzieliśmy jednak, że i takie plany miała wobec mojego brata gdy planowała małżeństwo z nim, gdy składała przysięgę małżeńską...

Po 2 latach oznajmiła mojemu bratu, że weźmie z nim rozwód. Oczywiście wszystko już dawno miała zaplanowane, ustalone, zanim wniosła pozew rozwodowy od miesiąca miała już wynajętą adwokatkę, której podpisała pełnomocnictwo o czym nikt z nas nie wiedział, ani nie przypuszczał. Zanim zaczęła w ogóle realizować swój plan i zanim wniosła jeszcze o rozwód namówiła mojego brata aby kupili mieszkanie na kredyt (teraz wiemy, że miało to być po to żeby nie wyszła z rozwodu z gołymi rękami - ponieważ cały czas do momentu zakupu mieszkali z naszymi rodzicami). Pół roku po wprowadzeniu się do nowego mieszkania przystąpiła do realizowania swojego planu. Oszczędzę szczegółów i pisania co i jak bo było tego tyle, że napisałabym książkę. "Standardowa metoda wrabiana" za namową swojej Pani adwokat która w całym Podkarpackiem i Tarnobrzeskim słynie z tego, że mówi i instruuje krok po kroku co i jak - czyli jak wrobić faceta, żeby ugrać dla siebie wszystko. No więc tak działała żona mojego brata - wrabianie, oskarżenie o pedofilię, o znęcanie się nad nią, o przemoc, o alkoholizm. Musze wspomnieć, że mój brat pracuje codziennie i pracował prawie że zawsze od 7 rano do 17 po południu, a czasem i dłużej. Zarabia tylko 2000 zł. Ona oczywiście zwolniła się kiedyś z pracy w Prokuraturze i od czasu ślubu i urodzenia dziecka nigdzie do tej pory nie pracuje, a minęło już ponad 4 lata. Siedziała w domu i wymyślała ze swoją rodzinką, którą wciągnęła w cały swój plan, jak tu by dzisiaj "wrobić" Tomka. Jej rodzinka jej bardzo od początku "pomagała" i do dzisiaj "pomaga" w kreowaniu fałszywych pomówień, zarzutów, oskarżeń i wrabiania mojego brata.

Oczywiście stosowała takie taktyki, że jak brat wracał z pracy to wszczynała awanturę o nic po czym wybiegała na klatkę, wrzeszcząc, że mój brat ją bije, że się nad nią znęca, pukała do sąsiadów, którym opowiadała swoje kłamstwa, dzwoniła oczywiście na Policję mówiąc, że mąz się nad nią znęca, że ją bije i kłamiąc jak się tylko da - wszystko zawsze na oczach płaczącego wniebogłosy 2 letniego wówczas dziecka, które widziało doskonale co ona wyrabia i znało prawdę.

Gdy przyjeżdżała Policja pokazywała im swoje ponabijane wcześniej na rękach i nogach siniaki, podrapaną skórę - wszystko to "przygotowywała" sobie zanim mój brat wrócił z pracy.
Oczywiście na dzień następny, pod nieobecność mojego brata, który był w pracy chodziła i zbierała sobie obdukcje lekarskie. Mój brat kiedyś jak się kąpała, otworzył jej torebkę i znalazł tam mnóstwo obdukcji lekarskich i aż zamarł jak je poczytał, jakie to rzekomo ona ma obrażenia i gdy zobaczył ile obdukcji sobie nazbierała. Wynikało z tego, że musiała się przed wizyta u lekarza nieźle zmaltretować, bo takie obrażenia tam widniały.
Mój brat wybrał się do tego lekarza i zapytał go jak często jego żona tu przychodzi i opowiedział mu całą sytuację, że jest wrabiany i że nigdy nawet swojej żony nie dotknął jednym palcem, bo tak jest wychowany. Lekarz mu odpowiedział, że ona przychodzi często i że on rozumie sytuację mojego brata, ale dzisiaj jest tak jak to sam powiedział, że "Wszystkie chwyty są dozwolone".

Oczywiście Ewka żąda rozwodu z winy mojego brata, alimentów na siebie, bo na dziecko już dostała i od początku nasłała na konto mojego brata komornika, który do dzisiaj na tym koncie siedzi i gdy tylko wpłynie wypłata mojego brata to on ściąga z niej 400 zł alimentów na Martynkę (córeczkę mojego brata) + 100 zł dla siebie za swoją usługę. I tak jest co miesiąc. Mój brat ciężko pracuje na każdy grosz, a komornik sobie lekką rączką inkasuje jeszcze 100 zł za sekundę roboty.

Ewka żąda oczywiście mieszkania dla siebie i tego aby Tomka usunęli z mieszkania, a by ona tam mogła mieszkac z dzieckiem, a Tomek aby opłacał cały kredyt jak do tej pory (bo przecież ona nie pracuje) i opłacał rachunki + czynsz - oczywiście dla niej, bo ona nie życzy sobie aby on tam mieszkał. Sama nigdy od początku kupna tego mieszkania nie zapłaciła ani złotówki za cokolwiek, ani raz nie zapłaciła raty kredytu, czynszu, rachunków, jedzenia.

Sprawa rozwodowa toczy się już 2 lata. Za kilka tygodni będzie ostateczna rozprawa. Nie widujemy dziecka, ani mój brat, ani nasi rodzice. Zaraz po zrealizowaniu swojego planu wyprowadziła się do swoich rodziców na wieś, oczywiście zabierając dziś 4 letnia, a wówczas 3 letnią Martynkę ze sobą. Nie widzieliśmy dziecka od ponad roku. Uniemozliwia kontakty, nie wydaje dziecka w ogóle. Dalej wrabia mojego brata i pisze fałszywe oskarżenia na niego, kierując je do Prokuratury gdzie wcześniej pracowała, gdzie ma koleżaneczki, które za nią stoją i trzymają jej stronę i pomagają jej we wszystkim. W sądzie w Mielcu dzieki swoim znajomościom

i wujkowi który jest Sędzią ustawiła sobie wcześniej sprawę, którą mój brat wniósł przeciwko jej ojcu, który to pobił mojego brata napadając go we własnym mieszkaniu. Mój brat sprawę przegrał mimo, że ma nagranie z telefonu komórkowego jak teść go pobił, wyzywał i jak mu ubliżał.

Jesteśmy bezsilni. Nie wiemy już co robić. Moi rodzice mieli RODK kilka miesięcy temu i w RODK-u "Panie Psycholożki" zapisały dokładnie to co chciała Ewka - matka dziecka, a więc aby naszym rodzicom zabrać kontakty z dzieckiem, albo ograniczyć do spotkań raz na miesiąc w budynku sądu przez 2 godziny w obecności matki i kuratora. Jak te "Panie Psycholożki" napisały, tak Sędzina z Mielca to zasądziła. Nasi rodzice się odwołali od tego bo dziecko uwielbia naszych rodziców i swojego tatę, wychowywało się w mieszkaniu i pod opieką naszych rodziców do prawie 2 roku życia. Niestety dziecko jest tak zastraszone przez matkę i zmanipulowane, że przy niej nawet boi się do nas podejść. Wie bowiem że czeka je za to kara od matki.

Ewka posunęła się nawet do tego, że podrapała kiedyś do krwi Martynkę podczas kąpieli aby wrobić w to Tomka. To dziecko się boi tej głupiej psychopatycznej matki.

Gdy nasi rodzice w ubiegłym roku pojechali do tego domu na wieś do Ewki i jej rodziny, zostali tam raz tylko jedyny wpuszczeni i gdy weszli do pokoju 3 letnia Martynka siedziała pod stołem i płakała. Moi rodzice wołali ją aby wyszła, a ona im kilkakrotnie odpowiedziała: "Tu jest moje miejsce. tu jest moje miejsce". Pod stołem. Jak pies. Moi rodzice byli tak zdruzgotani tym wszystkim, że się sami popłakali widząc to dziecko w takim stanie. Chcieli jej dać zabawki, które dla niej ze sobą przywieźli, a Martynka dalej płacząc odpowiedziała im: "Nie wolno mi nic brać. Nie mogę nic brać."

Nasi rodzice wyszli z tego domu zapłakani, nie mogli dojść do siebie przez kilka dni, musieli brać leki uspokajające, po widoku w jakim stanie znajdowało się to dziecko - ich wnuczka, która ich kocha nad życie i która u nas w mieszkaniu tuli się do nich i mówi: Kochana babciu, Dziadziusiu i która swojego ojca, a mojego brata kocha milion razy bardziej niż tą okrutną, wyrachowaną, zimną i wredną matkę. Martynka u nas w mieszkaniu zawsze nazywała Tomka : Mój kochany tatuś!

Od momentu wniesienia pozwu o rozwód Ewka mieszkała jeszcze przez rok z moim bratem, tym samym więc Tomek zabierał do nas dziecko tak często jak tylko mógł - przeważnie raz na miesiąc, bo ona je specjalnie wywoziła na całe dnie i weekendy do swoich rodziców na wieś, żeby odizolować Martynkę od nas i od swojego taty. Mimo wszystko dziecko przyjeżdżało czasem do nas i było takie szczęśliwe, że tego się nawet nie da opisać...

Martynka dobrze wiedziała i wie, jak jest prawda, bo widziała, że Tomek nigdy nikogo nie skrzywdził, dlatego kochała go i kocha, bo wie, że to nie tatuś - jak wmawia jej mama, ale sama matka jest zła i okrutna, niestety teraz będąc wywiezioną tam - na wieś musi się podporządkować matce, bo się boi kary ze strony matki i jej chorej rodziny.

Pisaliśmy wszędzie: Do Sądów, do MOPSU, gdzie tylko się da. Wszędzie wierzą ewce na słowo, my nawet z dowodami jesteśmy na straconej i przegranej pozycji.

Mój brat codziennie po pracy pisze jakieś pisma. Także mój tato. Napisał odwołanie o przywrócenie nam pełnych kontaktów z dzieckiem tak jak mieliśmy je wcześniej, że dziecko mogło spędzać u nas całe weekendy, a kiedyś nawet nocować. Rozstrzygnięcia jeszcze nie ma, ale doskonale wiemy jakie będzie. Niekorzystne dla nas, a korzystne dla ewki. Odwołał się ostatnio od badania w RODK-u wysyłając im pismo z Prokuratury Generalnej które wzięłam z waszej chyba strony z internetu, że RODK - i działają nielegalnie. Prezes Sądu w Tarnobrzegu odpisał mu że to bzdura i nieprawda, że RODK-i są legalne, działają zgodnie z prawem i że ich Psycholodzy pracują dla Sądu i są zarejestrowani.

Czy w jakikolwiek sposób jesteście w stanie pomóc? Bo nie wiemy co dalej robić. Boję się, że mój brat odbierze sobie życie jak zasądzą rozwód z jego winy i alimenty na Ewkę.

Katarzyna
 


7.2016


Chciałbym dołączyć do Państwa , niestety sam mam problem z kontaktami z Dzieckiem. Żona 6 maja 2016 w pod przykrywka wyjazdu na badania dziecka , opuściła mój dom wyprowadzając z niego dziecko do mieszkania w Krakowie  . Nie chciała mi udostępnić nowego adresu przebywania Dziecka ,co byłem zmuszony zgłosić ten fakt na policji , po wykonaniu przez policje telefonu do jej ojca uzyskałem adres.  Żona również bez mojej zgody przepisała dziecko do innego przedszkola upoważniając obcego faceta do odbioru dziecka , oczywiście wyczyściła konto zabierając mi z portfela kartę kodów (część kwoty była moją darowizna od babci).

  Przerażającym jest fakt iż spotkania mam teraz z synem w domu jej rodziców (gdzie żona tam nie mieszka z dzieckiem) , w 2 dni na tydzień po 1.5 godziny , jej rodzice i sama żona robią piekło , wywołują bezsensowne kłótnie , zamykają mnie w domu i straszą że mnie nie wypuszczą . Zabroniła kontaktu z moimi rodzicami , co się bardzo dużo opiekowali dzieckiem .  Dziecko wszystko to widzi .... Proponowałem żonie o zmianie miejsca spotkań na teren neutralny bez jej rodziców, na próżno. Dziecko mi mówi że chce ze mną mieszkać i żyć czego i ja pragnę , uważam że mam dużo lepsze warunki , opiekuńcze , materialne , mieszkaniowe. Żoną teraz straszy dziecko że chce je porwać, co mi samo powiedziało . Żona wykazywała podczas trwania małżeństwa lekkomyślność , raz przez nią dziecko wylądowało w szpitalu , zostawiała je same w galerii handlowej , żona cierpi na utratę przytomności co się leczyła w szpitalu , nie wyleczono jej. Jestem teraz przerażony mam czekać aż się cos stanie dziecku ... ? Wystosowałem 16 czerwca wniosek o zabezpieczenie pieczy nad dzieckiem albo o uregulowanie kontaktów,  po miesiąca dostałem odpowiedź że 11 sierpnia przeprowadzone będzie badania OZSS i dopiero po badaniu będzie podjęta decyzja o rozprawie , bardzo długo to trwa sąd nie zabezpieczył na razie kontaktów. . Dlatego widzę w Was pomoc , proszę o poradę co robić żeby nie utracić więzi z Dzieckiem ...


wyobrażacie sobie tak 2680 historii - program o tym raz na tydzień trwałby... policzmy 2680/52 = 51 lat

 

   

 

DzielnyTata.pl